Blokada w mówieniu po angielsku często nie wynika z braku wiedzy. Sprawdź, jak lęk przed błędami, perfekcjonizm, wcześniejsze doświadczenia i sposób, w jaki postrzegasz siebie, mogą wpływać na Twoją swobodę mówienia po angielsku.
Możesz uczyć się angielskiego przez dziesięć, piętnaście, a nawet dwadzieścia lat.
Możesz znać czasy. Rozwiązywać testy. Oglądać seriale po angielsku i rozumieć większość dialogów. A potem kiedy ktoś zadaje Ci proste pytanie, nagle czujesz pustkę, mimo, że wiesz, co powiedzieć. Prawdopodobnie znasz nawet wszystkie potrzebne słowa. Ale ciało się napina, mózg zaczyna gorączkowo szukać „poprawnej” konstrukcji, a w głowie pojawia się znajomy głos:
Nie popełnij błędu.
Nie ośmiesz się.
Powiedz to dobrze.
Albo jeszcze gorzej:
Ja po prostu nie umiem mówić po angielsku.
Przez wiele lat pracy z osobami uczącymi się języka obserwowałam ten sam paradoks. Poziom znajomości angielskiego i swoboda mówienia nie zawsze idą ze sobą w parze.
I właśnie tutaj dotykamy obszaru tożsamości językowej.

Czym jest tożsamość językowa?
Tożsamość i język od dawna są przedmiotem badań w językoznawstwie stosowanym i naukach społecznych. Badacze analizują między innymi, w jaki sposób używanie języka wiąże się z tym, kim jesteśmy, do jakich grup należymy i jaką pozycję możemy zajmować w świecie.
W badaniach nad nauką drugiego języka pojawia się również koncepcja naszego obrazu siebie jako osoby posługującej się językiem obcym.
Podczas mojej wieloletniej pracy zawodowej zaczęłam patrzeć na ten problem jeszcze z innej, bardzo praktycznej strony.
Tożsamość językowa to, w moim ujęciu, sposób, w jaki postrzegasz siebie jako osobę mówiącą w danym języku.
Nie tylko to, ile słów znasz.
Nie tylko Twój poziom CEFR.
Nie tylko poprawność gramatyczna.
Ale również:
– kim czujesz się, kiedy mówisz po angielsku,
– czego się wtedy po sobie spodziewasz,
– na ile sobie ufasz,
– jak reagujesz na własne błędy,
– czy czujesz, że masz prawo zabrać głos,
– i czy w ogóle postrzegasz siebie jako osobę, która mówi po angielsku.
Możesz mieć poziom B2 i nadal nosić w sobie tożsamość osoby, która „nie zna angielskiego”.
Możesz znać tysiące słów i nadal myśleć:
Jestem beznadziejna z języków.
Nie mam talentu.
Mój angielski jest słaby.
Wszystko rozumiem, ale nie umiem mówić.
A jeśli przez lata powtarzasz sobie tę historię, zaczynasz zachowywać się zgodnie z nią.

Skąd bierze się nasza tożsamość językowa?
Nikt nie rodzi się z przekonaniem:
„Jestem beznadziejna z angielskiego”.
Tego uczymy się po drodze.
Często zaczyna się w szkole. Obserwujemy jak nauczyciel poprawia każde zdanie. Klasa się śmieje. Ktoś dostaje trójkę z odpowiedzi. Zapominasz jednego słowa przy tablicy. Ktoś komentuje Twój akcent…
Mogło być też tak, że od lat uczysz się języka głównie po to, żeby znaleźć właściwą odpowiedź w teście.
Powoli zaczynasz łączyć angielski nie z komunikacją, ale z oceną.
Mówienie staje się sytuacją, w której można coś zrobić źle.
Badania nad lękiem językowym od lat pokazują, że używanie języka obcego może wiązać się ze szczególnym rodzajem napięcia i obawy. W literaturze naukowej funkcjonuje pojęcie foreign language anxiety – lęku związanego z nauką i używaniem języka obcego.
Jednocześnie badania nad willingness to communicate, czyli gotowością do komunikacji, pokazują, że sama znajomość języka nie jest jedynym czynnikiem decydującym o tym, czy człowiek rzeczywiście zabierze głos.
Liczy się także między innymi postrzeganie własnych kompetencji i pewność siebie w drugim języku.
I to jest coś, co widzę w swojej pracy bez przerwy. Niestety.
Kto nauczył Cię, jak „wolno” mówić po angielsku?
Michel Foucault zwracał uwagę na związek wiedzy, dyskursu i władzy. Szczególnie interesujące w kontekście nauki języka jest jego spojrzenie na edukację – nie tylko jako przestrzeń przekazywania wiedzy, ale także jako system, który uczestniczy w tworzeniu norm.
Co jest poprawne? Co jest błędem?
Kto wie? Kto ocenia? Kto ma prawo mówić?
Pomyśl teraz o tradycyjnej lekcji języka. Nauczyciel zadaje pytanie, na które często zna już odpowiedź.
Uczeń odpowiada. Nauczyciel ocenia.
Dobrze. Źle. Popraw. Powtórz.
Przez lata możemy nauczyć się czegoś znacznie więcej niż gramatyki. Tego, że zanim otworzymy usta, powinnyśmy sprawdzić, czy mamy prawo powiedzieć zdanie w takiej formie. Również tego, że ktoś słucha nie po to, żeby nas zrozumieć, ale żeby znaleźć błąd.
Oraz tego, że istnieje „właściwy” angielski, a naszym zadaniem jest zbliżyć się do niego na tyle, żeby zasłużyć na prawo do mówienia.
Nie twierdzę, że nauczyciele świadomie odbierają uczniom głos. Jednak zdecydowanie podkreślam, że system uczenia języka może nieświadomie nauczyć nas autocenzury.
I właśnie ta autocenzura może zostać z nami długo po tym, kiedy opanujemy już potrzebne słownictwo i gramatykę.
Strach jako metoda nauczania. Czego naprawdę nauczyła nas szkoła?
Przez wiele lat strach był – i w wielu miejscach nadal jest – jednym z niewypowiedzianych narzędzi systemu edukacji.
- strach przed oceną.
- strach przed odpowiedzią przy tablicy.
- strach przed niezapowiedzianą kartkówką.
- strach przed tym, że nauczyciel wywoła właśnie mnie.
- strach przed popełnieniem błędu.
- strach przed porównaniem z innymi.
- strach przed pytaniem: „A dlaczego Kasia dostała piątkę, a Ty tylko trójkę?”
Teoretycznie strach miał mobilizować.
Masz się nauczyć, bo jutro może być kartkówka. Musisz uważać, bo możesz zostać zapytana. Masz zapamiętać, bo dostaniesz złą ocenę.
I rzeczywiście – strach potrafi mobilizować. Tyle, że na krótko i kosztem zdrowia psychicznego, a nawet fizycznego. Ile razy bolał cię brzuch rano przed pójściem do szkoły?
Problem zaczyna się wtedy, kiedy przez lata uczymy się w stanie ciągłej gotowości na ocenę. Przez lata funkcjonujemy w przewlekłym stresie, który towarzyszy naszej ścieżce edukacyjnej. Podświadomie wiemy i nasze ciało też to wie, że stres bardziej lub mniej jest powiązany z nauką.
Tę ceną za tę „motywację” czy „mobilizację” do nauki może być napięcie, przeciążenie i utrwalone przekonanie, że błąd nie jest naturalną częścią procesu uczenia się. Błąd jest zagrożeniem.
W nauce języka ma to szczególne znaczenie. Kiedy chcesz nauczyć się mówić, musisz próbować. Eksperymentować. Budować zdania, których wcześniej nigdy się nie wypowiadało. Czasem użyć złego czasu. Pomylić słowo. Zabrzmieć nieidealnie. To NORMALNY proces uczenia się czegokolwiek. Ten proces ma nieodzownie wpisane w swoją istotę robienie dokładnie tego, czego przez lata mogliśmy uczyć się bać.
Po latach tresury kończymy szkołę. Nie ma już niezapowiedzianej kartkówki, dziennika, oceny, ale ciało nadal może reagować na mówienie tak, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś niebezpiecznego.
Pojawia się napięcie. Pustka w głowie. Przyspieszone bicie serca. Próba przygotowania całego zdania przed jego wypowiedzeniem.
Nauczyliśmy się, że najpierw trzeba mieć pewność, a dopiero potem mówić. Tylko pamiętajmy, że języka nie da się w ten sposób naprawdę używać. Być może jednym z największych paradoksów tradycyjnej edukacji językowej jest to, że system, który miał nauczyć nas mówić, u części osób mógł jednocześnie nauczyć je bać się własnego głosu.
Mózg w stresie. Dlaczego wiesz, ale nie możesz mówić? Cena nauki w strachu, który odbiera nam głos
Problem w tym, że mózg w stanie długotrwałego napięcia nie uczy się tak samo jak mózg, który czuje się bezpiecznie. Stres może chwilowo zwiększyć mobilizację i koncentrację na zagrożeniu – sprawić, że nauczysz się materiału na jutrzejszą kartkówkę, bo boisz się „jedynki”. Jednak kiedy napięcie staje się przewlekłe, jego koszt jest znacznie większy. Stres może wpływać na uwagę, pamięć, zdolność elastycznego myślenia i wydobywania informacji, które przecież już posiadamy.
I właśnie to ostatnie jest dla mnie szczególnie ważne w nauce języka.
Bo ile razy słyszałam: „Przecież ja znam to słowo. Dlaczego nie mogłam sobie go przypomnieć?”
Być może nie zawsze problemem jest brak wiedzy. Czasem problemem jest stan, w którym próbujesz uzyskać do niej dostęp. Nie wystarczy posiadać wiedzę. Musisz mieć do niej dostęp w momencie komunikacji!
Jeżeli przez lata język obcy był związany z oceną, porównywaniem i napięciem, sama sytuacja mówienia może uruchamiać reakcję stresową. A wtedy człowiek, który jeszcze chwilę wcześniej znał odpowiedź, nagle doświadcza pustki w głowie.
To jeden z powodów, dla których w mojej Metodzie Tożsamości Językowej™ poczucie bezpieczeństwa NIE jest „miłym dodatkiem” do nauki. Poczucie bezpieczeństwa Jest jednym z warunków odzyskiwania dostępu do własnego głosu.
Panoptykon językowy. Kiedy nauczyciela już nie ma, ale Ty nadal się poprawiasz…
Jedną z koncepcji Michela Foucault, która szczególnie mocno kojarzy mi się z blokadą językową, jest panoptykon.
Sam projekt panoptykonu stworzył Jeremy Bentham jako model więzienia. Cele miały być rozmieszczone wokół centralnej wieży obserwacyjnej. Więzień nie wiedział, czy w danej chwili ktoś rzeczywiście na niego patrzy. I właśnie to było najważniejsze. To, że nie trzeba było obserwować go bez przerwy. Wystarczyło, że mógł być obserwowany.
Michel Foucault wykorzystał panoptykon jako obraz działania władzy dyscyplinarnej. Z czasem człowiek zaczyna kontrolować sam siebie. Zewnętrzny obserwator nie musi już reagować na każde zachowanie, ponieważ spojrzenie obserwatora zostaje niejako przeniesione do środka.
Kiedy myślę o wielu osobach, które uczą się angielskiego, widzę coś bardzo podobnego.
Proces = ocena zewnętrzna → internalizacja oceny → wewnętrzny obserwator → autocenzura → blokada głosu
Nauczyciela już nie ma. Nie ma tablicy. Nie ma czerwonego długopisu. Nikt nie wystawia oceny.
Siedzisz przy kawie z osobą z innego kraju. I z jakiegoś powodu zanim wypowiesz zdanie, sprawdzasz je w głowie.
Czy to dobry czas? Czy na pewno „the”? A może „a”? Czy źle wymawiam to słowo? Czy ona zauważyła mój błąd?
Zaczynasz obserwować samą siebie podczas mówienia.
Oceniać.
Poprawiać.
Cenzurować.
Z czasem zewnętrzna ocena może zostać zinternalizowana.
Nie potrzebujesz już nauczyciela, który poprawi Twój błąd. Robisz to sama.
Nie potrzebujesz czerwonego długopisu. Masz własny. W głowie.
Wewnętrzny obserwator zaczyna śledzić każde zdanie. Sprawdza gramatykę. Ocenia wymowę. Porównuje Cię z innymi. Przewiduje reakcję rozmówcy. Z czasem może zmienić się w surowego wewnętrznego krytyka.
I wtedy dzieje się coś paradoksalnego.
Mówisz po angielsku, ale jednocześnie obserwujesz siebie mówiącą po angielsku.
Jesteś uczestniczką rozmowy i własną egzaminatorką.
Próbujesz komunikować się i jednocześnie wystawiasz sobie ocenę.
Właśnie tutaj metafora panoptykonu staje się dla mnie szczególnie ważna.
Zewnętrzne spojrzenie zostało przeniesione do środka. Strażnika nie ma, ale kontrola pozostała.
W moim Modelu Tożsamości Językowej ten zinternalizowany, oceniający głos jest jednym z mechanizmów, które mogą podtrzymywać blokadę językową.
Bo trudno mówić swobodnie, kiedy każda wypowiedź przechodzi przez wewnętrzną kontrolę jakości.
Trudno odzyskać głos, kiedy przed każdym zdaniem trzeba najpierw uzyskać zgodę własnego krytyka.
W moim ujęciu to jeden z mechanizmów, które mogą budować blokadę językową. Nazywam go roboczo panoptykonem językowym.
To nie jest pojęcie Foucaulta ani termin z jego teorii. To moja próba wykorzystania jego koncepcji do opisania zjawiska, które od lat obserwuję w pracy z osobami uczącymi się języka.
Człowiek zaczyna mówić i jednocześnie patrzy na siebie z zewnątrz.
Jak brzmię?
Czy mówię wystarczająco dobrze?
Co pomyśli rozmówca?
Czy właśnie popełniłam błąd? Już się poprawiam.
I być może właśnie dlatego czasami tak trudno mówić swobodnie.
Bo trudno naprawdę uczestniczyć w rozmowie, kiedy jednocześnie jesteś osobą mówiącą, obserwatorem, nauczycielem i egzaminatorem.
Panoptykon językowy może nie zamyka Cię w celi, ale może zamknąć Twój głos w ciągłej samoocenie.
Czy w innym języku jesteśmy trochę inną osobą?
Francuski psychoanalityk Jacques Lacan patrzył na język znacznie szerzej niż na narzędzie komunikacji. W jego myśleniu język uczestniczy w kształtowaniu podmiotu – sposobu, w jaki rozumiemy siebie i zajmujemy miejsce w świecie.
Ta perspektywa od dawna mnie fascynuje. Jeśli więc język współtworzy sposób, w jaki doświadczamy siebie, to co dzieje się, kiedy zaczynamy mówić w innym języku?
Czy po angielsku jesteśmy dokładnie tą samą osobą? A może musimy częściowo zbudować siebie na nowo?
W języku polskim możesz być błyskotliwa, zabawna, stanowcza i szybka. Potrafisz opowiedzieć historię, obronić swoje zdanie, flirtować, ironizować. Potem zaczynasz mówić po angielsku. Nagle Twoje zdania są prostsze. Dowcip przychodzi za późno. Nie potrafisz powiedzieć dokładnie tego, co czujesz. Twoja osobowość wydaje się jakby… mniejsza.
I być może właśnie dlatego nauka języka bywa tak emocjonalnym doświadczeniem. Nie uczysz się wyłącznie nowych słów. Uczysz się być sobą w nowym języku.
Możesz znać angielski i nie czuć się osobą, która mówi po angielsku
To zdanie stało się dla mnie jednym z najważniejszych punktów wyjścia.
Bo co robimy najczęściej, kiedy ktoś boi się mówić?
Dajemy mu więcej języka, słówek, gramatyki. kolejny podręcznik,aplikację lub kurs.
Oczywiście wiedza językowa jest potrzebna. Co jednak, jeśli problem nie leży wyłącznie w braku wiedzy?
Co, jeśli osoba na poziomie B1, B2 czy C1 nadal widzi siebie jako tę dziewczynę stojącą przy tablicy, która boi się popełnić błąd?
Możesz nauczyć ją kolejnych stu słów, ale jeśli za każdym razem, kiedy ma otworzyć usta, uruchamia się ta sama historia o sobie – problem pozostaje nierozwiązany.
Dlatego czasem nie potrzebujesz tylko uczyć się angielskiego. Potrzebujesz zmienić relację ze sobą mówiącą po angielsku.
Język tworzy nową wersję nas
Psycholingwista Zoltán Dörnyei opisywał między innymi koncepcję Ideal L2 Self – obrazu siebie jako osoby, którą chcemy stać się w drugim języku.
Kim jesteś w tej wizji? Rozmawiasz swobodnie podczas podróży? Prowadzisz spotkanie po angielsku? Żartujesz? Flirtujesz? Bronisz swojego zdania? Opowiadasz historię bez układania każdego zdania najpierw po polsku?
To nie są wyłącznie cele językowe. To jest obraz Ciebie.
I właśnie tutaj widzę ogromną przestrzeń, której przez lata brakowało mi w tradycyjnym podejściu do nauki języka.
Zbyt często pytamy: Jaki masz poziom angielskiego? Natomiast za rzadko pytamy: Kim jesteś, kiedy mówisz po angielsku?
Model Tożsamości Językowej
Na podstawie wieloletniej pracy z osobami uczącymi się angielskiego, własnych doświadczeń językowych oraz wiedzy z zakresu językoznawstwa, psychologii uczenia się i komunikacji zaczęłam porządkować elementy, które – w moim ujęciu – wpływają na naszą swobodę mówienia.
Tak powstał mój autorski Model Tożsamości Językowej.
Model opisuje tożsamość językową jako dynamiczny system, na który wpływają między innymi:
historia językowa – czyli doświadczenia, które przez lata budowały Twoją relację z językiem,
przekonania – to, co myślisz o sobie i swoich zdolnościach językowych,
emocje i poczucie bezpieczeństwa – sposób, w jaki reagujesz na sytuację komunikacji,
obraz siebie jako osoby mówiącej po angielsku – kim jesteś dziś i kim pozwalasz sobie stać się w tym języku,
głos i zachowania komunikacyjne – czy zabierasz głos, podejmujesz ryzyko, popełniasz błędy i pozostajesz w rozmowie.
Te elementy wpływają na siebie nawzajem. Dlatego tożsamość językowa nie jest czymś stałym. Można ją zmieniać.
Metoda Tożsamości Językowej™
Z Modelu Tożsamości Językowej powstała moja autorska Metoda Tożsamości Językowej™.
To metoda przełamywania blokad językowych i budowania swobody mówienia po angielsku.
Nie zastępuje ona nauki języka. Łączy ją z pracą nad tym, co często pozostaje niewidoczne podczas tradycyjnych lekcji: historią językową, przekonaniami, reakcją na błędy, perfekcjonizmem, poczuciem bezpieczeństwa w komunikacji i obrazem siebie jako osoby mówiącej po angielsku.
Dlatego, że czasami problem nie polega na tym, że nie znasz odpowiedniego słowa. Czasami znasz je doskonale, tylko przez lata nauczyłaś się milczeć, dopóki nie będziesz pewna, że powiesz wszystko idealnie.
Przeczytaj więcej o tym jak stworzyłam Model i Metodę Tożsamości Językowej oraz program „Angielski bez Blokad”.

Odzyskaj swój głos po angielsku
Stworzyłam tę metodę również dlatego, że sama wiem, czym jest głos.
I czym jest jego utrata.
Co ciekawe, wiele elementów tej koncepcji zaczęło układać mi się w całość daleko od sali lekcyjnej.
W Dominikanie, czyli w miejscu, w którym sama zaczęłam na nowo przyglądać się komunikacji, językowi, odwadze i temu, jak bardzo zmieniamy się, kiedy przestajemy próbować być perfekcyjni.
To tutaj zaczęłam lepiej rozumieć jedną rzecz: język nie służy do zdawania egzaminu z własnej wartości. Język służy do kontaktu. Pytania i odpowiadania, śmiechu, poznawania nowych osób w drodze, służy też do bronienia swoich granic. Zgadzania się i odmawiania, do bycia usłyszaną…
Dlatego dziś nie chcę uczyć wyłącznie angielskiego.
Pragnę pomagać ludziom odzyskiwać swobodę mówienia.
Odzyskiwać swój głos po angielsku.
Bo nie musisz mówić idealnie, żeby mieć coś do powiedzenia.
I nie musisz czekać na perfekcyjny angielski, żeby zacząć mówić.
Zapraszam Cię do poznania mojej Metody Tożsamości Językowej™ – metody, której celem jest rozpoznanie i przełamanie mechanizmów blokujących Twój głos, uwolnienie Twojego głosu od lęku, oceny i autocenzury oraz zbudowanie nowej relacji z sobą mówiącą po angielsku.


